Posty

Gruzińskie odjazdy

Obraz
Gruzja i samochody to osobny temat. Przez pierwsze dwa dni myślałem, że nie dożyję końca wizyty. To co działo się na jezdniach było chaosem. Samochody przelewały się, trąbiły na siebie, a piesi nerwowo przebiegali tu i tam, zatrzymując się pomiędzy umownymi, bo nieoznakowanymi pasami ruchu. Jednak przeżyłem. Okazało się, że jest zasada. Bardzo zresztą prosta, niemal darwinowska. Silniejszy, czyli samochód ma zawsze pierwszeństwo, a im większy samochód, tym i pierwszeństwa więcej. Jeśli chodzi o marki, to Gruzini lubią mercedesy. Sporo ich na ulicach. Bus, którym nasi gruzińscy gospodarze powieźli nas z lotniska do Kutaisi, to był właśnie mercedes i nie mógł mieć więcej, niż kilka lat. Jednak jego spalinowy żywot musiał być intensywny. Może oryginalnie w ogóle nie służył do przewozu ludzi? Cała karoseria upstrzona była śladami miniowania, a taka prosta czynność, jak wyłączenie ogrzewania wymagało od kierowcy zatrzymania pojazdu i przekręcenia jakiegoś pokrętła ukrytego gdzieś głębok...

Dźwięk tygodnia: między nami jaskiniowcami, czyli natura w wersji kultura

Obraz
Nauczyliśmy się chronić naturę poprzez jej separację od kultury. Powstrzymujemy się od ingerencji w funkcjonowanie tych, jeśli można tak się wyrazić, względnie nienapoczętych skrawków przyrody, zamieniając je w rezerwaty. Jednak by pozwolić sobie na tę ekstrawagancję, musieliśmy przestać odczuwać lęk. Gdy otoczenie przestało być, przynajmniej z grubsza, źródłem zagrożenia, to i można było zastanowić się nad wyglądem tej całej natury. Zaczęliśmy dostrzegać jej "dzikie piękno", by użyć wytartego raczej sloganu. Jednak czy można naturę ulepszyć, upiększyć? Czy po takim zabiegu nią jeszcze pozostanie? Jaskinia Prometeusza leży w Gruzji, może jakieś 20 km na północ od Kutaisi. Choć ogólnie dostępna trasa ma nieco ponad 1000 m, to całkowita długość  podziemnych korytarzy i komnat może sięgać nawet 15 km. Jak można się dowiedzieć ze strony internetowej miasta, jest to jedna z okazalszych jaskiń Europy. Została odkryta w 1983 roku podczas ekspedycji speleologicznej. Choć któreg...

Fantomowy krajobraz Miedzianki

Obraz
Obiecałem sobie ten wpis gdzieś w okolicach 2010 roku, kilka miesięcy po tym, jak w Polityce przeczytałem reportaż „ Nie ma miasteczka ”. Kolejny rok później Filip Springer, autor tego reportażu, ogłosił książkę „Miedzianka. Historia znikania”, jeszcze nieco później stając się sumieniem polskiego ładu przestrzennego. Ale to już inna opowieść. Miedzianka to obecnie wieś w okolicach Jeleniej Góry. Osada była miasteczkiem górniczym, które zostało administracyjnie zredukowane, co więcej fizycznie zlikwidowane. Trudno zatem, bym o nim nie wspomniał na tym blogu, choć z czteroletnim opóźnieniem. Swoją drogą, mniej więcej tyle czasu wystarczyło, by niemal w całości zetrzeć z powierzchni ziemi Miedziankę. Jednak jej układ przestrzenny ciągle można odnaleźć na starych mapach - tych niemieckich z lat 30. Widać na nich obszary zabudowane, folwark, cmentarz... Zresztą nazwa Kupferberg, czyli "Miedziowa Góra" - widnieje w godle mapy. Choć miasto uchodziło za najmniejsze w Rzeczy, to by...

Dźwięk tygodnia: początek jesieni w maszynie do mieszkania

Obraz
"Maszyna do mieszkania" to idea, której przyświecały hasła nowoczesności, komfortu, higieny i wspólnoty. Jej ucieleśnieniem stał się blok mieszkalny, który rozplenił się w krajobrazach miast, a właściwie całych krajów, które po 1945 roku stały się częścią, nomen-omen, tak zwanego "bloku wschodniego". Dziś blok jest raczej symbolem alienacji, ciasnoty, odczłowieczenia przestrzeni mieszkalnej i tępej urawniłowki . Cienkie ściany, kiepskie wykonanie, małe wnętrza stały się przedmiotem frustracji, a w najlepszym razie kpin. Jednak czy można tak jednoznacznie negatywnie ocenić te prostopadłościany z wielkiej płyty, które dla kilku pokoleń były i nadal są miejscem życia w całej jego złożoności? Jestem "blokersem" od urodzenia, czyli od zawsze. Powiem więcej: lubię bloki. Choć niektóre istotnie są ponure i monstrualne. Myślę jednak o nich nie tylko, jako o owych bezdusznych machinach do mieszkania, ale raczej jako o urządzeniach do rozpieszczania mieszczuchó...

Dźwięk tygodnia: prawdziwa żydowska uliczka na krakowskim Kazimierzu

Obraz
Jeśli miałbym po swojemu zdefiniować czym jest turystyka, ale tak żeby jednak brzmiało trochę naukowo, to powiedziałbym, że jest to przemysł organizacji czasu wolnego, zwykle poza miejscem zamieszkania turysty, za to nie stojący w sprzeczności z jego wyobrażeniami o miejscu odwiedzanym, a dostarczający rozrywki z elementami niepogłębionej wiedzy. Skuteczność rozwijania turystyki, jako jednego z sektorów gospodarki, byłaby zatem wypadkową posiadanych walorów i ich przystawania do oczekiwań turystów (klient nasz pan). Wymaga to całkiem dosłownej ingerencji w przestrzeń, przekształcenia jej w krajobraz turystyczny. Zastana przestrzeń, nawet jeśli zbudowana na zatartych, ale jeszcze czytelnych nawarstwieniach historycznych (kłania się krajobraz-palimpsest), może zostać uznana przez turystę za nieautentyczną. Kilka lat temu, przy ulicy Szerokiej na krakowskim Kazimierzu pojawiły się szyldy retro, swą stylistyką nawiązujące gdzieś do lat trzydziestych XX wieku. Choć anonsuj...

Jak się czytasz, tak cię widzą, czyli kolejny "challenge accepted"

Obraz
Już miałem nadzieję, że po Ice Bucket Challenge  nic „gorszego” mnie nie spotka, a tu proszę! Znów nominacja! Tym razem bawimy się w  „ wskaż 10 najważniejszych książek, które wpłynęły na twoje życie ” . Nie mam przed oczyma swojej biblioteczki, bo „przesiadłem się ”  na czytnik elektroniczny. Oznacza to, że pewnie to i owo pominę. Ale może to i lepiej, bo istotnie wskażę te książki, które we mnie utkwiły? Kolejność jest umiarkowanie (nie)przypadkowa. Antoni Słonimski i Julian Tuwim „W oparach absurdu” - znalazłem tę książkę na półce bardzo wcześnie. Wydanie z 1958 roku było pozbawione okładki i zniszczone, zdawało mi się wtedy pradawne... Niestety postanowiłem je własnymi siłami oprawić. Introligatorem nie zostałem, a ta książka jest dowodem dlaczego. A w środku było na przykład to: Ulice i domy tańczą, Wszystko w popłochu ucieka, Ach! świat ten jest pomarańczą, Która mi z tyłu wycieka . Takie cuda pisał facet od sucharkowatych wierszyków o lokomotywie? - ...

Dźwięk tygodnia: przerwa między utworami na koncercie muzyki dawnej

Obraz
VivaBiancaLuna Biffi gra na viola d'arco. Powiedzmy, że są to archaiczne skrzypce, nieco przypominają fidel, ale gra się na nich raczej jak na wiolonczeli, a ich historia jest znacznie starsza. Prostemu, jak dziś powiedzielibyśmy minimalistycznemu, akompaniamentowi towarzyszy śpiew. Historia jest taka: ona przychodzi nad morze i rozmawia z falami. Jej kochanek wypłynął daleko w niejasnym dla nas celu. Ona zmaga się z emocjami, lękiem, zaklina morze, by wróciło jej wybranka. Morze wysłuchuje błagania i spełnia tę prośbę okrutnie, wyrzucając na brzeg zwłoki, które wcześniej wykonują danse macabre  na falach. "Cantigas de amigo" Martina Codaxa pochodzi z XIII wieku. Koncert odbywa się w nietypowej przestrzeni - w Bramie Poznania, miejscu doprawdy specyficznym, które nie wiadomo czym właściwie jest. Muzeum, choć bez eksponatów? Coś w stylu historycznego parku tematyczny, z pretensją do bycia czymś więcej ("interaktywne centrum dziedzictwa...")? Czasem mam wraż...