Posty

Dźwięk tygodnia: poznańska magdalenka

Obraz
Okradłem muzeum, choć właściwie to nie było muzeum. Ale tak wygląda lepiej, tak trochę z dreszczykiem. No, bo jakby to brzmiało, że okradłem centrum interpretacji dziedzictwa? Odzierając dalej tę opowieść z sensacji dodam, że obyło się też bez spektakularnego napadu. Po prostu wszedłem i nagrałem. Rzecz w tym, że w pewnym sensie nagrałem eksponat. Dokładnie rzecz biorąc, wypowiedź – wcześniej zarejestrowaną i odtwarzaną na wystawie „ Z rzeką w tle. Biografia Śluzy Katedralnej ”. Jej tematem jest jedna z najstarszych zachowanych pozostałości poligonalnej, czyli tej starszej Twierdzy Poznań. Twierdza nie była szczególnie udaną inwestycją, biorąc pod uwagę to, że z powodu rozwoju artylerii, w momencie jej ukończenia było właściwie bezużyteczna. Pomimo to, aż do samego końca XIX wieku skutecznie blokowała rozwój miasta. Położona między Ostrowem Tumskim a Śródką śluza miała oczywiście służyć celom wojskowym. Konkretnie wywołać spiętrzenie rzeki i zalanie przedpola twierdzy w przypadku ...

Budynek wielorodzinny z częścią usługową na parterze

Obraz
Przy ulicy Heltmana w Krakowie znajduje się opuszczony dom. To znany dom i znana jest jego historia. Jego najważniejszy lokator spędził tam ledwie rok. Istnieją progi, które przekraczał, okna i przez które patrzył. Podobno ciągle jest i wanna, w której się kąpał, choć minęło tyle lat. Czy ów lokator wyglądał nieco nieporadnie, może nawet komicznie, gdy wchodził do tej swojej wanny? Być może. Amon Göth był facetem przed czterdziestką o sylwetce w kształcie gruszki. Na jednym ze zdjęć leży nagi od pasa w górę. Jest upalny dzień, ma na sobie spodnie z wysokim stanem, zapinane nad pępkiem i czyta książkę, opartą o brzuszysko. Jego brwi są ściągnięte. Na twarzy widać raczej tępy wysiłek, niż zaciekawienie lekturą. Dwie sprawy stoją na przeszkodzie, by go takim zapamiętać, a właściwie zapomnieć. Bo ilu zwyczajnych brzuchatych facetów, co to nawet czasem coś przeczytali, przewinęło się przez ten świat? Amon Göth był komendantem obozu koncentracyjnego i likwidatorem gett. Nie był...

Zagłada i rekreacja

Obraz
Są krajobrazy wyjęte z kontekstu czasu i przestrzeni. Mają nieostre granice, nie przystają do otoczenia, a tym samym nie poddają się kartografii, nie można ich sensownie przedstawić na mapie. Przebiegi ścieżek i dróg, rysunek terenu wyglądają na wycięte i wklejone z zupełnie innej mapy. Ta wymierna przestrzeń jednak istnieje . Można pomyśleć, że to przespana szansa dewelopera – ponad 30 ha właściwie wolnego terenu. We wrześniowe popołudnie wśród ścieżek i zarośli można tam spotkać: kobietę z psem, ojca z synem (około 4 lat, na dziecinnym rowerku), dwie pary na spacerze, czerstwych, choć zrzędliwych staruszków (na ławkach); rowerzyści i biegacze. Widok z dawnego obozu (przestrzeni zagłady) na współczesne osiedle (przestrzeń zamieszkiwania). Jednak w tym częściowo pielęgnowanym, a częściowo zarastającym krajobrazie zapisana jest pamięć. Współczesna topografia nabiera precyzji i zyskuje przyczynę, gdy nałożyć na nią stary plan . Tu był budynek, tu droga, tu plac, a tam baraki...

Dźwięk tygodnia: pies, wieś, czas

Obraz
Są dźwięki intymne i dyskretne, wybrzmiewające w niskich częstotliwości i na granicy słyszalności. Wtopione w rytm codziennych wydarzeń i poprzez zbliżenie do szumu, będące słyszalną formą upływającego czasu. Jest zatem koniec roku i wizyta na wsi u starego dobre znajomego. Jest też pies, mały kundel, który był tu od tak zwanego zawsze. Ostatnio oślepł ze starości, więc trochę bezradnie obija się tu i tam, ale ostatecznie trafia tam, gdzie zmierzał. Czasem można odnieść wrażenie, że oszukuje. Nie sprawia mu bowiem najmniejszego kłopotu trafienie w wąską szczelinę na wpół przymkniętych drzwi. Siedzę w nocy na podłodze, jest cicho (znacznie ciszej niż w mieście). Głaszczę psa i mogę usłyszeć palce przesuwające się po rudej sierści. To wszystko.

...będziesz o nich mówił, przebywając w swoim domu...

Obraz
Obcowanie z miastem wiedzie do pytania: gdzie i kiedy rodzi się jego krajobraz? W końcu miasto to nie są budynki, chodniki i drogi (a przynajmniej nie tylko). Krajobraz miasta powstaje z nasycenia całej tej “infrastruktury” znaczeniem, wypełnienia jej pamięcią. Nie mam tu jednak na myśli szaty ideologicznej miasta ( Zieliński 2007 ), pomników, tablic pamiątkowych czy innych, często instytucjonalnie usankcjonowanych, form “upamiętniania” i “znakowania”. Chodzi mi raczej o procesy organiczne, dziejące się w mikroskali. To tysiące wykonywanych niepostrzeżenie czynności i gestów, składających się na mozolne zamieszkiwanie fragmentu przestrzeni. Róg Krakowskiej i Trynitarskiej w Krakowie - dawna dzielnica żydowska. Czy można powiedzieć, że opłakany stan kamienicy mówi o tym, że "nie jest nasza"? Zresztą całkiem dosłownie - lokatorzy często nie dbają o domy, które nie mają ustalonej własności. Jakie jeszcze ślady dawnych właścicieli można znaleźć na tych murach? Skrócon...

Gruzińskie odjazdy

Obraz
Gruzja i samochody to osobny temat. Przez pierwsze dwa dni myślałem, że nie dożyję końca wizyty. To co działo się na jezdniach było chaosem. Samochody przelewały się, trąbiły na siebie, a piesi nerwowo przebiegali tu i tam, zatrzymując się pomiędzy umownymi, bo nieoznakowanymi pasami ruchu. Jednak przeżyłem. Okazało się, że jest zasada. Bardzo zresztą prosta, niemal darwinowska. Silniejszy, czyli samochód ma zawsze pierwszeństwo, a im większy samochód, tym i pierwszeństwa więcej. Jeśli chodzi o marki, to Gruzini lubią mercedesy. Sporo ich na ulicach. Bus, którym nasi gruzińscy gospodarze powieźli nas z lotniska do Kutaisi, to był właśnie mercedes i nie mógł mieć więcej, niż kilka lat. Jednak jego spalinowy żywot musiał być intensywny. Może oryginalnie w ogóle nie służył do przewozu ludzi? Cała karoseria upstrzona była śladami miniowania, a taka prosta czynność, jak wyłączenie ogrzewania wymagało od kierowcy zatrzymania pojazdu i przekręcenia jakiegoś pokrętła ukrytego gdzieś głębok...

Dźwięk tygodnia: między nami jaskiniowcami, czyli natura w wersji kultura

Obraz
Nauczyliśmy się chronić naturę poprzez jej separację od kultury. Powstrzymujemy się od ingerencji w funkcjonowanie tych, jeśli można tak się wyrazić, względnie nienapoczętych skrawków przyrody, zamieniając je w rezerwaty. Jednak by pozwolić sobie na tę ekstrawagancję, musieliśmy przestać odczuwać lęk. Gdy otoczenie przestało być, przynajmniej z grubsza, źródłem zagrożenia, to i można było zastanowić się nad wyglądem tej całej natury. Zaczęliśmy dostrzegać jej "dzikie piękno", by użyć wytartego raczej sloganu. Jednak czy można naturę ulepszyć, upiększyć? Czy po takim zabiegu nią jeszcze pozostanie? Jaskinia Prometeusza leży w Gruzji, może jakieś 20 km na północ od Kutaisi. Choć ogólnie dostępna trasa ma nieco ponad 1000 m, to całkowita długość  podziemnych korytarzy i komnat może sięgać nawet 15 km. Jak można się dowiedzieć ze strony internetowej miasta, jest to jedna z okazalszych jaskiń Europy. Została odkryta w 1983 roku podczas ekspedycji speleologicznej. Choć któreg...