Posty

Dźwięk tygodnia: turystyczne symulakrum

Obraz
Zamożnym Europejczykom ciągle się marzy piasek, słońce i plaża, te wyprawy do krain all inclusive . Jednak jak tu jeszcze bardziej ich dopieścić? Ograniczyć te wszystkie ceregiele związane z lataniem, smarowaniem ciał kremami od słońca i robactwa? Hala ma prawie dwa i pół hektara powierzchni i pewnie nawet kilkanaście metrów wysokości. Szary monolit w krajobrazie można by wziąć za fabrykę. Do wnętrza prowadzą obrotowe drzwi. Są świadomie zaciemnione. Nie widać co się za nimi kryje. Po ich przekroczeniu znajdujemy się na idyllicznej uliczce śródziemnomorskiego miasteczka. Panuje bezczas i bezprzestrzeń. Nie wiadomo jaki to miałby być kraj, ani jaka pora dnia. Równie dobrze może być Hiszpania albo Włochy. Ważne, że ciepło. Niebo jest niebieskie, tu i tam kilka kędzierzawych obłoczków. Nie ma słońca. Ulicę rozświetlają ozdobne latarnie. Za ciemno na poranek, za jasno na zmierzch. Choć to wnętrze przekracza granice turystycznej sztuczności, to paradoksalnie, gdyby odpowiednio ...

Miód

Obraz
D. jest po pięćdziesiątce i ma niemal dziecięco łagodny głos. Tym właśnie głosem miękko oświadcza, że jego ojciec pochodzi z Łodzi, w której jako młody chłopak spędził kilka lat. Właściwie mieszkał tam od początku do końca. Przeżył getto Litzmannstadt. Jedziemy taksówką. Właśnie odebrałem D. z lotniska. Znamy się może siedem minut. Cały dzień porównujemy pokoje standard i superior w różnych hotelach. Dopytujemy czy wszędzie są elektryczne czajniki, a obok nich torebki z ekspresową herbatą. Zaglądamy do łazienek, upewniając się czy są prysznice. Nie, wanna z prysznicem, to nie to samo. D. zajmuje się zorganizowaną turystyką, a jego klienci to ludzie w mocno podeszłym wieku. Podniesienie nogi na tyle wysoko, by wejść do wanny może być dla nich kłopotem. Przy obiedzie (golonka z piwem) D. prosto z mostu mnie pyta, co sądzę o Jedwabnem. Mówię o polskich problemach z pamięcią, bo co mam powiedzieć? O przysłowiach, które są mądrością tego narodu: co z oczu, to z serca; co  było, a n...

Dźwięk tygodnia: Noc i mgła

Obraz
Klarnecista powtarza jeden ostry dźwięk, jakby syrena, alarm. Po chwili zaczyna iść w stronę masywnej bramy. Idzie po brukowanej drodze. Milczący tłum posłusznie rusza za nim. Słychać wyraźne kroki. Po przekroczeniu bramy frazy stają się dłuższe, odbijają się echem od ścian. Podobną historię usłyszeli i spisali dwaj bracia, którym świat zawdzięcza krwawe baśnie, a naród niemiecki - słownik. Później ów naród, gdy stanie się jeszcze bardziej narodowy, wzbogaci słownik o takie słowa, jak Endlösung , a w zbiorowej pamięci pozostaną opowieści tak krwawe, że o bajeczkach Grimmów można zapomnieć. Jak zapamiętać te historie, kto ma ich słuchać, a kto je opowiadać, gdy prawie nie ma już świadków? Oto jedna z nich. Fort VII w Poznaniu był pierwszym obozem koncentracyjnym na okupowanych przez nazistów polskich ziemiach. Funkcjonował niemal od początku października 1939 roku. Posłużył do eksterminacji Wielkopolan. Zginęło tu od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy osób, w tym inteligenc...

Dźwięk tygodnia: sierpniowy wieczór, piwnica, jazz

Obraz
Chciałoby się nawiązać do " Podziemnych ", powieści Kerouaca z 1958, lecz byłby to chwyt pretensjonalny i raczej z tych tańszych. Szczególnie, że jest sierpniowy wieczór, ciemna, boczna ulica poznańskiego Starego Miasta (konkretnie Stawna) i skądś dobywa się jazz. Trudno o bardziej beatnikowski klimacik. A przecież beatnicy z Kerouaciem, Ginsbergiem, Burroughs'em i całą resztą nie wzięli się znikąd. Przed nimi, jeszcze w latach 40. i 50., byli hipsterzy. Tak, tak, nie ma mowy o pomyłce. Ci biali fani czarnego jazzu zostali uwiecznieni w " Skowycie ", gdzie Ginsberg opisał ich jako: anielogłowych hipstersów spragnionych pradawnego niebiańskiego podłączenia do gwiezdnej prądnicy w maszynerii nocy. Ani słowa o gentryfikacji i pomadzie do pielęgnacji brody! Tymczasem muzyka dochodzi z podziemi przez kratkę piwnicznego okna czy raczej dawnego zsypu na węgiel. Czy odbywa się tam próba? Dźwięk saksofonu sopranowego mocno się wybija ponad fortepian. Razem rozbrzm...

Dźwięk tygodnia: swarzędzki stolarz

Obraz
Dla wielu ludzi Swarzędz to zapewne po prostu przedmieście Poznania, pełniące funkcję jego „sypialni”. Liczba mieszkańców przekracza 30 tysięcy (cała gmina liczy niemal 50 tys.) i ciągle powstają tu nowe osiedla deweloperskie. Jednak historia Swarzędza to znacznie więcej niż opowieść o suburbanizacji. Miasto do dziś kojarzone jest w Polsce, a także poza jej granicami z meblami. Tradycje stolarskie sięgają połowy XIX wieku. Założony na początku XX stulecia zakład Antoninego Tabaki dał początek Swarzędzkim Fabrykom Mebli, które zostały ostatecznie zlikwidowane w 2011 roku. Z krajobrazu miasta zniknęły fabryczne hale, lecz zrzeszeni w cechu swarzędzcy rzemieślnicy przetrwali. Krajobraz po likwidacji Swarzędzkich Fabryk Mebli (fot. 18.07.2017) Wyspecjalizowali się w wytwarzaniu mebli stylowych, często bogato zdobionych albo intarsjowanych. Wielu z nich zajmuje się również renowacją mebli. Nietrudno znaleźć warsztaty, w których pracuje trzecia generacja stolarzy, nierzadko eksp...

Dźwięk tygodnia: poznańska magdalenka

Obraz
Okradłem muzeum, choć właściwie to nie było muzeum. Ale tak wygląda lepiej, tak trochę z dreszczykiem. No, bo jakby to brzmiało, że okradłem centrum interpretacji dziedzictwa? Odzierając dalej tę opowieść z sensacji dodam, że obyło się też bez spektakularnego napadu. Po prostu wszedłem i nagrałem. Rzecz w tym, że w pewnym sensie nagrałem eksponat. Dokładnie rzecz biorąc, wypowiedź – wcześniej zarejestrowaną i odtwarzaną na wystawie „ Z rzeką w tle. Biografia Śluzy Katedralnej ”. Jej tematem jest jedna z najstarszych zachowanych pozostałości poligonalnej, czyli tej starszej Twierdzy Poznań. Twierdza nie była szczególnie udaną inwestycją, biorąc pod uwagę to, że z powodu rozwoju artylerii, w momencie jej ukończenia było właściwie bezużyteczna. Pomimo to, aż do samego końca XIX wieku skutecznie blokowała rozwój miasta. Położona między Ostrowem Tumskim a Śródką śluza miała oczywiście służyć celom wojskowym. Konkretnie wywołać spiętrzenie rzeki i zalanie przedpola twierdzy w przypadku ...

Budynek wielorodzinny z częścią usługową na parterze

Obraz
Przy ulicy Heltmana w Krakowie znajduje się opuszczony dom. To znany dom i znana jest jego historia. Jego najważniejszy lokator spędził tam ledwie rok. Istnieją progi, które przekraczał, okna i przez które patrzył. Podobno ciągle jest i wanna, w której się kąpał, choć minęło tyle lat. Czy ów lokator wyglądał nieco nieporadnie, może nawet komicznie, gdy wchodził do tej swojej wanny? Być może. Amon Göth był facetem przed czterdziestką o sylwetce w kształcie gruszki. Na jednym ze zdjęć leży nagi od pasa w górę. Jest upalny dzień, ma na sobie spodnie z wysokim stanem, zapinane nad pępkiem i czyta książkę, opartą o brzuszysko. Jego brwi są ściągnięte. Na twarzy widać raczej tępy wysiłek, niż zaciekawienie lekturą. Dwie sprawy stoją na przeszkodzie, by go takim zapamiętać, a właściwie zapomnieć. Bo ilu zwyczajnych brzuchatych facetów, co to nawet czasem coś przeczytali, przewinęło się przez ten świat? Amon Göth był komendantem obozu koncentracyjnego i likwidatorem gett. Nie był...